Jestem darwinistą

Jestem darwinistą

Zastanawialiście się kiedyś, skąd wzięła się różnorodność przyrody? Dlaczego delfiny są nam bliższe od śledzi? I skąd to całe zamieszanie związane z teorią ewolucji, które trwa od 157 lat? Jeśli nawet niezmiernie nudzi was biologia w szkolnym wydaniu, to zapraszam w podróż. która spróbuje odpowiedzieć na pytania daleko wykraczające poza możliwości nauki!

Teoria Darwina

Kiedy młody brytyjski przyrodnik Karol Darwin, wsiadał na pokład H. M. S. Beagle, nikomu nie przyszłoby do głowy sądzić, że człowiek jest dalekim krewnym bakterii a małpy to nasi kuzynowie. Stworzenie było wówczas pojmowane przez pryzmat Księgi Rodzaju, pięknego metaforycznego poematu, który jednak nie wyjaśniał w sposób mający odzwierciedlenie w rzeczywistości fenomenu różnorodności życia. Darwin nie kwestionował tego wówczas, do jego zadań należało prowadzenie badań geologicznych, zbieranie chrząszczy czy preparowanie morskich bezkręgowców. Oprócz tego prowadził staranne notatki z 5-letniej podróży i to właśnie na ich podstawie wywnioskował tezę, która w niedługim czasie miała zrewolucjonizować nasze postrzeganie świata w równym stopniu, co parę wieków wcześniej teoria heliocentryczna Mikołaja Kopernika. Darwin oparł się w swoim rozumowaniu na paru dobrze znanych zależnościach. Po pierwsze fascynował go fakt, że rolnicy potrafili wyhodować wśród udomowionych zwierząt wiele odmian w ciągu niewielu pokoleń. Uzyskiwali je, wybierając pewne cechy i rozmnażając tylko te osobniki, które miały atrybuty pożądane z ich punktu widzenia, stosując tzw. dobór sztuczny. W ten sposób uzyskiwali np. liczne rasy psów, bydła czy koni. Z samej dzikiej kapusty, dzięki niemu uzyskano kapustę włoską, brokuły, brukselkę, kalafior, jarmuż czy kalarepę. Zmiany, jakie potrafi wywołać dobór sztuczny, zrobiły na młodym uczonym tak duże wrażenie, że przypuszczał iż podobny proces selekcji występuje w przyrodzie.

Rozważanai Thomasa Malthusa

Kolejnym impulsem było zaznajomienie się z rozważaniami Thomasa Malthusa, który zauważył, że populacje mogą rosnąć liczebnie w postępie geometrycznym (124816), wskutek czego wyczerpują zasoby żywności, które mogą się zwiększać tylko w postępie arytmetycznym (12345). Taka sytuacja generowała walkę o byt, w której dziedziczne zmiany sprzyjające przeżyciu miały tendencję do zachowania, a niekorzystne były usuwane. Wynikiem tego procesu były adaptacje, które przy dużym nagromadzeniu w geograficznie oddzielonych od siebie populacjach mogły spowodować powstanie nowego gatunku.
Choć całe dzieło Karola Darwina pt. „ O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego” było oparte na losowej zmienności, to sam autor nie miał pojęcia, jaki mechanizm tym steruje. Dopiero ujawnienie badań Grzegorza Mendla na początku XX wieku i gwałtowny rozwój genetyki, który łączył się z wprowadzeniem takich pojęć jak: gen, dziedziczność czy mutacja spowodował głębsze zrozumienie, na jakiej płaszczyźnie zachodzą mechanizmy ewolucji, jednocześnie wywierając konieczność nowego spojrzenia na te kwestie, co zaowocowało współczesną syntezą teorii ewolucji. Zakłada ona, że zmiany jakie zachodzą na poziomie populacji, wymagają zmienności genetycznej, która generowana jest przez mutację. Żeby to zrozumieć, przenieśmy się na daleką północ, gdzie przez większą część roku śnieg zajmuję cały obszar, logicznym rozwiązaniem w takim wypadku, dla drapieżników i ich ofiar jest posiadanie futra w tym samym kolorze, co otoczenie. Niestety nie mają one możliwości pójścia do sklepu i wybrania nowego odzienia w zależności od pory roku. Mimo to zdarza się jednak (choć rzadko), że ich potomek rodzi się jaśniejszy, oczywiście może to wywołać niemały skandal u sąsiadów zastanawiających się, jak to możliwe, że ten porządny zając, ojciec tylu dzieci, mógł coś takiego zrobić swojej ukochanej. My jednak patrząc z perspektywy ewolucyjnej wiemy już, że ten niedoszły bękart najprawdopodobniej przeżyje w porównaniu do swoich ciemnych kolegów i spłodzi na świat kolejne pokolenie trochę jaśniejszych zajączków, które będą kolejnym etapem w procesie powstawania nowego gatunku.

Wiele różnych teorii

Mnogość różnych podejść do zagadnienia ewolucji w żaden sposób nie dyskredytuje jej istnienia, trudno zaprzeczyć faktom zawartym w skałach, gdzie badając poszczególne warstwy jesteśmy w stanie wręcz zobaczyć ewolucję w działaniu. Znając podstawy przemieszczania się płyt skorupy ziemskiej i innych zjawisk geologicznych dość łatwo możemy zauważyć powiązania między gatunkami, które dawniej występowały na jednym terytorium, ale w wyniku izolacji geograficznej podążyły różnymi ścieżkami ewolucji. Ponadto zdobycze biologii molekularnej wskazują na to, że pomiędzy dwoma gatunkami zachodzi jednorodność genotypu w zależności od stopnia pokrewieństwa. I choć wiadomo, że nawet niewielkie zmiany w tym zakresie mogą powodować dużą różnorodność, to i tak uderzający jest fakt, że 95% genomu ludzkiego pokrywa się z szympansami.
Pomimo zgodności w środowisku naukowym, że przyroda ulega stopniowym zmianom, społeczeństwo zdaję się wciąż czuć opór wobec zaakceptowania tego faktu. Niewątpliwie wynika to z nieznajomości problemu, kierowania się mitami, przeniesieniem mechanizmów biologicznych na płaszczyznę społeczną. Oskarżaniem Darwina za wszelkie zło na świecie, zbrodnie Hitlera, komunizm, rasizm, eugenikę, aborcję, a nawet (o zgrozo) homoseksualizm. Takie podejście reprezentowane przez niektóre grupy kreacjonistów (zwłaszcza w USA) jest kompletnym nieporozumieniem, ponieważ te oskarżenia daleko wykraczają poza kompetencje teorii ewolucji, której jedynym zadaniem jest tłumaczyć pochodzenie i zależności organizmów żywych.
Jakie są więc perspektywy na przyszłość? Z całą pewnością musimy odpowiedzieć sobie na parę istotnych pytań. Czym właściwie różnimy się od zwierząt? jaki mamy stosunek do nauki? I czy nasze pojmowanie Boga było dotychczas właściwe…
Moim zdaniem, pierwszym krokiem powinno być zaakceptowanie braku wyjątkowości wobec innych stworzeń, oczywiście zrozumiałe jest, że nasze spojrzenie jest antropocentryczne i chwalenie się zdobyczami ewolucji kulturowej, która była możliwa dzięki paru dogodnym mutacjom umożliwiającym min. mowę jest całkowicie normalne i trudno zaprzeczyć temu, że jest to coś wielkiego. Jednak krótka refleksja powinna uzmysłowić nam, że równie niesamowita jest zdolność latania u ptaków, czy zmienianie koloru u kameleonów; wszystko zależy od punktu spojrzenia.

Towarzystwa naukowe

Wyjątkowość homo sapiens

Po drugie wykorzystując zdobycze tych paru wyjątkowych umiejętności, które jednak posiadamy, mamy możliwość tworzenia nauki, czyli jednej z niewielu rzeczy zaraz obok kultury, która się człowiekowi udała. Bo czy może być coś piękniejszego od poznawania racjonalnej struktury otaczającego nas świata?
I pomimo, że każdy z nas korzysta z jej zdobyczy, podziwia ją i chętnie powołuje się na naukę, to niewielu ma chęć poznania, na czym ona naprawdę polega. Wielu wystarczy obejrzenie sensacyjnego programu nt. UFO albo pooglądanie nagich ludzi w dziczy za którymi krok w krok podąża kamera na jednym z popularnych kanałów, które teoretycznie powinny popularyzować naukę. To bardzo niebezpieczne, kiedy postęp wiedzy rośnie niewspółmiernie ze świadomością społeczną, dlatego bardzo cieszę się, że od jakiegoś czasu mogę oglądać program Sonda2, który jako jeden z niewielu tłumaczy zawiłości nauki w sposób kompetentny i jednocześnie zrozumiały dla każdego.
A co z ludźmi wierzącymi w Boga? Czy wyjaśnienie pochodzenia nas samych i otaczającego świata ostatecznie zdyskredytowało pojęcie stwórcy? Jestem przekonany, że nie, ale dopóki nie zaakceptujemy że Pan Bóg działa w ramach stworzonych przez siebie praw przyrody, a nie poza nimi a przypadek nie jest wyłomem w racjonalności ale przestrzenią dla jego działania, tak długo pomiędzy wiarą i nauką nie będzie owocnego dialogu. A szkoda, bo nauka niestety nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie dręczące rozumnego człowieka pytania i pozostawia wieczny obraz niepewności. Mam nadzieję, że dożyje czasów w których Kościół, żywo będzie angażował się w sprawy nauki, obejmie swoim mecenatem instytuty badawcze a społeczeństwo będzie widzieć w nim ostoję oświecenia i rozumu. Z optymizmem patrzę na postać ks. Michała Hellera, fizyka, kosmologa i teologa, który swoją działalnością nadaje dobry kierunek dialogowi wiary i nauki. Myślę, że dla każdego z nas bez względu na wyznawany światopogląd ubogacające byłoby takie porozumienie bo kończąc słowami Alberta Einsteina- „Nauka nie robi nic innego, jak tylko rozszyfrowuje zamysł Boga, jaki on miał, stwarzając świat” bez względu na to jak go pojmujemy…